Ahoj! Kilka dni temu dostałam od jednego z użytkowników Wdzięcznopisu maila… Za zgodą autora publikuję tą treść na blogu 🙂 Pisownia oryginalna zachowana. Chcesz się podzielić swoimi efektami? Napisz na biuro@wdziecznopis.pl – Pozdrawiam, Iza 🙂
Cześć,
Jestem Piotr i chciałbym podzielić się moją przygodą z Wdzięcznopisem
ale zanim o tym to krótka historia o mnie.
Jedynak z “dobrego domu” w którym nie rozmawiało się o emocjach, raczej były one postrzegane za oznakę słabości a psycholog i terapia zarezerwowane dla osób “głupich” Wszystko załatwiało się we własnej piaskownicy – “bo co ludzie powiedzą”
Jak w większości rodzin z lat 90-tych, tak też i w mojej nie rozmawiało się na temat seksualności, dorastałem nie wiedząc co się ze mną dzieje aż tu nagle:
– Gej?! – wymyślasz!
– “Poeksperymentuje i mu przejdzie”
Na szczęście mam bardzo dobrą relację z rodzicami i szybko zaakceptowali moją orientację chociaż wiem że dużo ich to kosztowało bo syn gej nie pasował do idealnego obrazka rodziny.
Dorastając pod parasolem ochronnym rodziców nie widziałem zagrożeń w dorosłym życiu.
Szybkie tempo, presja otoczenia spowodowały że się zatraciłem, żyłem jako najlepsza wersja samego siebie z obsesją dążenia do perfekcji.
Kariera, mieszkanie dom – ciągle mi było mało i mało.
Z drugiej strony patologiczna relacja z partnerem w której tkwiłem osiem lat.
Odwyki, detoksy alkoholowe, zdrady wszystko znosiłem i wybaczałem tłumacząc sobie że “on jest taki biedny”, “nie poradzi sobie”, “nie ma rodziny”. Stałem się współuzależniony od niego i jego kłopotów. Ukrywałem problemy z partnerem bo zmartwienia nie idą w parze z idealnym życiem na które tak ciężko pracowałem. Ludzie postrzegali nas za idealną parę. – ” Niech tak zostanie”
Przełom przyszedł w maju zeszłego roku, kiedy doszło do kolejnej zdrady a moje pokłady empatii się wyczerpały.
Wszystko w co wierzyłem legło w gruzach.
Musiałem odbudować siebie na nowo, odnaleźć się w innej rzeczywistości.
Gniew, bezradność, poczucie porażki stale mieszały się z ulgą że jestem wolny.
W końcu to powiedziałem głośno: “Mam 35 lat i zaczynam wszystko od początku”
Chcąc poukładać sobie wszystko na nowo, przeglądałem różne “poradniki” i tak natrafiłem na dziennik wdzięczności.
Początkowo podszedłem do tego bardzo sceptycznie,
natłok negatywnych myśli mnie przerastał:
– “Kolejna laska będzie mówić jaki to świat jest wspaniały,
jak jest wdzięczna za to że słońce świeci a jedzenie odżywia”
– “Za co ja mogę być wdzięczny: wstałem, żyję, jestem”
– ” Moje sukcesy?! – też mi coś”
– “Przecież ja niczego nie potrafię doprowadzić do końca”
– “Nic mi tak nie wychodzi w życiu jak włosy i krytyka innych”
Z drugiej strony, przecież nic nie tracę a może zmienię swoje nastawienie, coś zrozumiem, docenię. W najgorszym wypadku będę stratny 60 PLN 🙂
Zamówienie zostało bardzo szybko zrealizowanie, nie miałem odwrotu.
Szybko przejrzałem zawartość, zdjęcia, recenzje, pierwsze co mnie urzekło to te grafiki, które teraz “koloruje” a właściwie to bazgrole po nich długopisem w zależności od humoru.
Zdecydowanym plusem który skłonił mnie do przeczytania i prowadzenia dziennika jest przyjazna forma podania, bez nadętej otoczki okraszonej psychologicznym bełkotem.
Wstęp przeczytałem w jedno popołudnie a potem się zaczęło.
Długo siedziałem nad pierwszą stroną i zastanawiałem się co tu wpisać, od czego zacząć?
Jaka jest właściwa odpowiedź?
Wyłączyłem telewizor, wyciszyłem telefon, zrobiłem herbatę i tak siedziałem w skupieniu bo przecież musiało coś się wydarzyć za co jestem wdzięczny. – Udało się 🙂
W kolejnych dniach bardziej analizowałem co się dzieje w moim otoczeniu, sukcesy i wdzięczności notowałem na żółtych karteczkach żeby wieczorem wiedzieć nad czym się pochylić aż tak doszedłem do pierwszego ćwiczenia “Lubię siebie za”
– ” Przecież ja nie lubię siebie, nie lubię ludzi, bez sensu ćwiczenie”
Z wielkim oporem ale zrobiłem to ćwiczenie i potem chyba nastąpił przełom.
Skrupulatnie zacząłem prowadzić dziennik wdzięczności z coraz to większą satysfakcją. Zacząłem dostrzegać rzeczy które wcześniej bagatelizowałem, skupiać się na samym sobie. Polubiłem spędzać czas z samym sobą. Problem i kryzys nadszedł przy ćwiczeniu: “Wybaczam sobie” i “Akceptuję w sobie” to były dla mnie kartki grozy. Wkręcony w wdzięcznopis postanowiłem zrobić to ćwiczenie bardzo skrupulatnie, nie wyznaczyłem sobie daty – jestem w procesie który trwa.
Rozebrałem się do naga w garderobie i zacząłem patrzeć w swoje odbicie.
Wewnętrzny dialog stał się głośny, rozpłakałem się:
– “Akceptuję w sobie swoją wagę”
– “Akceptuję w sobie dziecięcą naiwność”
– “Wybaczam sobie zaniedbanie siebie”
To tylko kilka punktów które wtedy wypisałem.
Prodzadzę wdzięcznopis od trzech tygodni i widzę zmiany w swoim życiu, zachowaniu.
Dzięki dziennikowi mam wrażenie że stałem się lepszą wersją siebie, taką bez maski, udawania i strachu.
Zrozumiałem swoją wartość, kim jestem i dokąd zmierzam. Zacząłem doceniać siebie, to co mam, i to co już osiągnąłem. Nie podążam obsesyjnie za tym co nieosiągalne. Otworzyłem się na ludzi, zacząłem się uśmiechać i żyć w zgodzie z samym sobą. Zauważyłem i doceniłem swoją rodzinę, przyjaciół, którzy byli zawsze ze mną nawet w najgorszych momentach. Zacząłem dbać o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne, bez problemu robię rzeczy które sprawiają mi przyjemność.
Dzielę się swoim doświadczeniem w prowadzeniu dziennika z innymi.
Dzisiaj zamówiłem kolejny wdzięcznopis dla mojego przyjaciela, który boryka się z problemami. Wyślę go dalej do UK 🙂
Jestem innym człowiekiem
Jestem wdzięczny za Wdzięcznopis.
To moja krótka historia, możesz ją wykorzystać przy okazji pisania kolejnej książki,
spotkań z ludźmi czy przytoczyć ją w SM.
Pozdrawiam z Poznania,
P.C.

















